W pewnym momencie pani stwierdziła, że nie podoba się jej ton mojego głosu.
Zaznaczam, że odzywałem się w sposób kulturalny, grzeczny i nie wulgarny. Zaczęła mi przerywać, nie pozwoliła dokończyć mi swojej wypowiedzi i odniosłem wrażenie, że łaskawa pani jest obrażona.
Nie wiem co powiedziała w dalszej części rozmowy, ponieważ mówiła cały czas razem ze mną. W pewnym momencie zakończyła rozmowę, rozłączając się.
Dała odczuć swoje niezadowolenie, jak i to, że pani ma muchy w nosie i nieasertywne nastawienie do powierzonych jej zadań, a ja powinienem jej przytakiwać i być wdzięczny za to, że zadzwoniła do mnie i chce ze mną łaskawie rozmawiać, a ja w swej arogancji mówię do pani podniesionym głosem, może, ale na pewno grzecznie.
„Księżna pani” się obraża, kończy rozmowę, czuje się niedoceniona, nie dowartościowana a może i to, że nie powinna dzisiaj przychodzić do pracy, bo we wtorek jej się żle pracuje i może powinna być w domu, bo ją głowa boli albo ma zły humor.
Myślę, że tacy ludzie przewartościowani swoim ego, nie powinni rozmawiać z klientami, psują tym wizerunek firmy.
W trudnych warunkach pandemii i w ogóle finansów klientów, konsultanci powinni stwarzać pozytywny obraz firmy którą reprezentują. A w tym wypadku jest to absolutnie nieżyczliwa twarz którą ja jako klient widzę, a którą reprezentuje pani konsultantka.
Bardzo przepraszam, że naruszyłem spokój osobisty owej pani i może zachwiałem jej pewność siebie dzisiejszego dnia, a może ta pani powinna zmienić pracę.
Z poważaniem
Mirek Wojciechowski.
A najbardziej to jest mi przykro, że nie dowiedziałem się, jaką to bardzo ciekawą propozycję o promocji ma pani dla mnie. Już się dowiedziałem. Propozycja dotyczyła zwiększenia abonamentu około 30 zł i nieco zwiększenia prędkości. Czyli chodziło o kasę wyciągniętą od klienta.
MiejscowośćWarszawa
