Po bardzo długiej podróży z drugiego końca świata musieliśmy przejechać z Warszawy do Wrocławia. Nie dało się wcześniej zarezerwować biletów (strona się zawieszała, być może dlatego, że byliśmy poza Polską). Szczęśliwie zdążyliśmy na dworzec na godzinę przed odjazdem (próbowaliśmy jeszcze po drodze kupić bilety, ale strona odsyłała w kółko). W kasie nie udało się kupić (jakiś błąd, że "w podanej cenie nie ma biletów"). Kasjerka poradziła nam, żeby zgłosić się do konduktora, że nie ma problemu ze sprzedaniem biletów już w pociągu, jeśli tylko się to zgłosi (nawet na miejsca stojące), zwłaszcza w środku nocy nie zostawia się pasażerów na peronie. Konduktor - bardzo nieuprzejmy - odmówił. Nie ma miejsc, chyba, że zapłacimy mu 150 zł od osoby jako mandat za wejście do pociągu bez ważnego biletu. Wtedy miejsca będą. I tu uwaga: rozumiemy przepisy. Obowiązkowa rezerwacja itd. Ale tu wchodzi w grę po prostu kultura i ludzkie uczucia. Zapłacilibyśmy nawet te 300 zł haraczu, ale nie temu człowiekowi. Czekaliśmy więc 4 h na następny IC (z przesiadką, byliśmy w domu w sumie 6 h później - po 37-godzinnej podróży). W tym następnym pociągu, również InterCity, również z obowiązkiem rezerwacji - pani konduktor sprzedawała bilety bez problemu, bez haraczu, kilkanaście osób stało przy drzwiach (bo tu naprawdę nie było miejsc). Do tego jeszcze jedna sprawa: nie wiem, czy to normalne, ale w czasie 5 h oczekiwania na dworcu WSZYSTKIE pociągi były opóźnione, od 10 minut do 175. Do 22:00 spikerka bez przerwy mówiła o opóźnieniach i zmianach peronów. Potem - cisza, a na tablicach na peronach informacje potrafiły się zmieniać kilka razy na minutę (nawet nie ile minut opóźnienia, tylko pociąg jadący dokąd właśnie przyjeżdża: do Gdyni, nagle do Przemyśla, potem do Wrocławia - a naprawdę był to pociąg do Łodzi... Chaos, nerwy, bieganie). Zabawne, że są ludzie, którzy prześmiewają się z funkcjonowania PKP w czasach PRLu... WadyCzęść konduktorów nie powinna być dopuszczona do pracy z ludźmi - może po jakiejś resocjalizacji. Wagony i tak nie zapewniają podstawowej wygody - nie ma nawet przedziałów. Więc wpuszczenie kilkudziesięciu osób (płacących za bilet) nie obniżyłoby komfortu, a mogłoby BARDZO ułatwić życie wielu ludziom. Konduktor nie powinien wyłudzać 150 zł za wypisanie biletu (kiedyś było to kilkanaście zł, teraz bezczelnie wmawia się, że to mandat...)
Pociągi opóźnione o nawet 3h.