Po zdarzeniu z OC sprawcy: zderzak - porysowany, przesunięty, zaczepy wyrwane; lewy ksenon - martwy.
Przyjechał pan od zdjęć. Zdjęć z zewnątrz. Taki plener fotograficzny. Diagnostyka? A po co to komu?
Auto zastępcze dostałem szybko. A jeszcze szybciej — polecenie zwrotu, bo już następnego dnia powstała wycena, w której… lampy nie ma.
Pytam: „Dlaczego?”
Odpowiedź godna podręcznika do logiki równoległej:
„Nie ma dostatecznych przesłanek, że lampa padła od uderzenia.”
Czyli: skoro nie udowodniono, że uderzenie zabiło ksenon po tej samej stronie, to szkody nie ma, więc auto jest sprawne, więc auto zastępcze zbędne.
GENIALNE. Nobla z ubezpieczeń poproszę.
Bo przecież wszyscy wiemy, że ksenony są z tytanu i modlitwy: wstrząsoodporne, kuloodporne, a już na pewno nie psują się akurat po stronie uderzenia. Przypadek? Ależ tak, przypadek doskonały.
Skoro tak, to równie dobrze zderzak też mógł być uszkodzony przed stłuczką. Jeździłem pewnie miesiącami z poodrywanymi zaczepami i trupem w lampie, czekając tylko na właściwy moment, by wzruszyć ubezpieczyciela.
ZaletyKabaretowe podejście do klienta. Jak ktoś docenia taki kabaret.
WadyKabaretowe podejście do klienta.
